Od roku 1953, w którym została ostatecznie ustalona budowa helisy DNA, nastąpił ogromny postęp w dziedzinie nauki, jaką jest genetyka. Dziś wiemy już, że w naszym DNA zapisane są skłonności do chorób genetycznych, nowotworowych i wielu innych schorzeń. Na podstawie sekwencji w naszym kodzie genetycznym możemy zbadać pokrewieństwo, potwierdzić ojcostwo, czy też sprawdzić, czy jesteśmy zarażeni jakąś bakterią. Wielu badaczy twierdzi, że w naszych genach są zapisane skłonności do agresywnych i patologicznych zachowań, a nawet.. skłonności do zdrady. Czy jednak odkrycia takie przyniosą nam korzyści? Bo jeśli istnieje zestaw genów odpowiedzialnych za zdradę, to czy będziemy mogli winić za to naszego partnera? Czy może jego geny?
Homo sapiens i monogamia.

W związkach monogamicznych żyje zaledwie 3% ssaków. Nasi przodkowie i zarazem najbliżsi krewni – szympansy, prowadzą bardzo bogate życie erotyczne. Czy ewolucja więc zaprojektowała człowieka tak, aby żył on w monogamii? Już same statystyki temu przeczą. W Polsce niewierność małżeńska jest przyczyną około 26% rozwodów. Badania genetyczne przeprowadzane w Stanach Zjednoczonych wykazały, że co 10 dziecko przyszło na świat w wyniku zdrady małżeńskiej i jest wychowywane przez nieświadomego „ojca”. Ale cofnijmy się nieco wstecz. Jakie były obyczaje naszych przodków – pierwszych człowiekowatych? Czym różniły się od naszych kuzynów szympansów? Niestety nie znajdziemy w nich scenariusza do napisania komedii romantycznej. Poligamię człowiek odziedziczył po przodkach – po prostu od zawsze była ona opłacalna. Mając wiele kobiet, mężczyzna mógł znacznie bardziej rozprzestrzenić swoje geny, niż gdyby miał tylko jedną partnerkę. Prawdopodobnie ludzie zaczęli łączyć się w pary, kiedy zaczęli wspólnie polować. Upolowanie dużej zwierzyny wymagało współpracy wielu silnych mężczyzn i kłótnie o partnerkę byłyby w tym okresie niesprzyjające przetrwaniu. Niestety skłonności do poligamii pozostały, więc problem zdrady mimo wszystko – pozostał. I to nie tylko u mężczyzn. W czasach łowieckich kobiety potrafiły zadbać same o siebie i zdobywać pożywienie. Były niezależne i mogły pozwolić sobie na skoki w bok. W późniejszym okresie, kobiety musiały podporządkować się pod swoich mężów – żywicieli. Jednak dziś w dobie postępu, kobiety ponownie stają się niezależne, a co za tym idzie nie muszą być wierne jednemu partnerowi. Ale nie chodzi tylko o erotyczną przygodę, ale również o biologiczny instynkt. Wolimy, by ojcem naszych dzieci był mężczyzna silny, zdrowy i męski. Na opiekuna dzieci zaś wybieramy tego łagodnego, spokojnego i opiekuńczego „misia”.
I to nie bez powodu. Mężczyzna o łagodnych rysach twarzy ma zazwyczaj obniżony poziom testosteronu, a w następstwie bardziej spokojny charakter. Zaś badania przeprowadzone na amerykańskich żołnierzach dowiodły, że mimo iż częściej się rozwodzą i mają większe skłonności do agresji – to często są zdrowsi, silniejsi i bardziej odporni na choroby.

Jaki wpływ na wierność mają geny?

"zakochane" norniki preriowe
Aspekt niewierności pod kątem genetycznym próbował wyjaśnić już w roku 1992 Tim Spector, który przeprowadzał badania na bliźniaczkach jednojajowych. Twierdził on, że jeśli jedna z sióstr dopuści się zdrady, to prawdopodobieństwo niewierności drugiej siostry wynosi 55%. Jednak badania te nie były w pełni wiarygodne, ponieważ nie przeprowadził on analiz na bliźniaczkach wychowywanych razem i osobno. Nie wiadomo więc do końca jaki w tym przypadku był udział genów, a jaki wychowania. 
Obiecujące wyniki nad genem niewierności przyniosły badania na zwierzętach. Przebadano dwa gatunki norników: górskich i preriowych. Wybór nie był przypadkowy. Samce nornika preriowego są w 100% monogamiczne – z jedną samiczką spędzają całe życie. Zaś samce nornika górskiego – żadnej okazji nie przepuszczą, biorą każdą która się napatoczy :). wykazano, że o tak odmiennym podejściu decyduje gen wazopresyny – V1aR. Wazopresyna bywa nazywana hormonem wierności małżeńskiej, ponieważ im więcej się go wydziela, tym jesteśmy wierniejsi. Dla potwierdzenia tej tezy, wczepiono nornikom górskim wariant genu, który produkował duże ilości wazopresyny. Zmieniło to je nie do poznania. Z łajdaków przemieniły się w czułych partnerów, zainteresowanych „tą jedyną”. Podobne badania przeprowadzono później na grupie 552 panów. Okazało się, że im więcej kopii tego genu miał mężczyzna, tym słabszy wpływ wywierał hormon na mózg, więc tym większe ryzyko zdrady.
Innym „genem zdrady” został gen o nazwie DRD4. Odpowiada on za produkcje dopaminy, która jest uznawana za utrwalacza wszelkich przyjemnych doznań, w tym także tych erotycznych. Hormon ten ma dużo silniejsze działanie, gdy uprawiamy seks z inną partnerką/partnerem. Wyniki badań wskazują, że aż połowa społeczeństwa obdarzona jest wariantem tego genu odpowiedzialnym za skłonności do zdrady.
Jak z takich łajdaków obdarzonych genem dopaminy i wieloma kopiami genu wazopresyny, zrobić wiernych i czułych partnerów? Wystarczy zaaplikować im oksytocynę - „hormon przywiązania”. Mężczyźni w stałych związkach, którym podawano ów hormon, przestawali interesować się innymi kobietami, nawet tymi bardzo pociągającymi. Oczywiście żeby wyniki były wiarygodne, część mężczyzn dostawała placebo. Tacy panowie nie mieli problemu z nawiązywaniem kontaktów z innymi kobietami, zaś ci przyjmujący zastrzyki z oksytocyny – twierdzili, że czują się w obecności takich kobiet niekomfortowo. 

Jest między nami chemia.

http://ow.ly/zg2QR 
Dziś coraz rzadziej mówimy, że jest między nami uczucie, czy że czujemy do kogoś miętę. Coraz częściej używamy stwierdzenia: „Jest między nami chemia”. I jest ono bardzo trafne. Na widok atrakcyjnej osoby w naszym mózgu zachodzi szereg zmian w wydzielaniu się różnych hormonów i neuroprzekaźników. Podczas pierwszego kontaktu z partnerem, nasz mózg zalewa fala dopaminy, dzięki czemu czujemy się podobnie jak na „narkotykowym haju”. Na początku związku partnerzy nieco upodabniają się do siebie, pod względem chemicznym. U kobiet wzrasta nieco poziom testosteronu, dzięki czemu mogą godzinami oglądać mecze piłki nożnej wraz z ukochanym, zaś u panów poziom tego hormonu spada, przez co stają się bardziej rozmowni. Taka „hormonalna burza” trwa zwykle od pół roku do maksymalnie 4 lat. Zwykle wtedy następuje pierwszy poważny kryzys w związku. Pojawia się nuda, niedosyt i chęć ponownego skosztowania rozkoszy, jaką zapewnia dopamina. Dlaczego jednak możemy spotkać pary, które żyją ze sobą wiele lat? Za tą stabilizacje w związkach odpowiada wcześniej wspomniana już oksytocyna i wazopresyna, które umacniają więzi i powodują uczucie zaufania. Jednak jak to zwykle w naturze bywa – coś za coś. Mężczyźni z wysokim poziomem oksytocyny mają proporcjonalnie mniejsze libido. Wierni panowie nie są więc dzikimi i namiętnymi kochankami, co może prowadzić do niezadowolenia partnerki i w ostateczności – do zdrady.
Większe szanse na trwały związek występują, gdy kobieta i mężczyzna mają odmienne geny kodujące białka MHC (tzw. układu głównej zgodności tkankowej). Im większa ich różnorodność, tym większe szanse dla potomstwa i mniejsze ryzyko zachorowania na choroby genetyczne. Większe w takim wypadku są także możliwości transplantacji narządów. Tutaj jednak musimy zdać się na intuicję, która być może podpowie nam, który partner posiada inne geny MHC.

Czy w ogóle mamy coś do powiedzenia?

Posiadając wiedzę na temat naszego genomu oraz hormonów, czy w sprawie wierności mamy coś jeszcze do powiedzenia? Czy już każde nasze zachowanie jest podyktowane przez szereg substancji chemicznych? Jeśli tak, to jak wyglądać będą w przyszłości sprawy rozwodowe? Kto będzie winny małżeńskiej zdrady? Geny? Hormony? Neurotransmitery? Idąc dalej tym tropem, jeśli za kilka lat odkryjemy konkretny gen odpowiedzialny za skłonności do zabójstw, czy również winą będziemy obarczać ów gen? Myślę, że większość z nas powinna sama sobie odpowiedzieć na to pytanie. Niemniej jednak, wielu uczonych wyraźnie podkreśla, że wpływ na nasze zachowanie maja nie tylko geny, ale również środowisko, w którym się wychowujemy. Zdrada jest skutkiem nie tylko chęci przedłużenia gatunku, czy zapewnienia dobrych genów, często ma skomplikowane podłoże psychologiczne. Będąc szczęśliwymi w związku, nie będziemy chcieli zdradzać. Pamiętajmy też o tym, że każdy z nas ma „wolną wolę”, dzięki której możemy dokonywać słusznych wyborów.